marokańczycy robią grilla

Jacy są Marokańczycy? Odkryj stereotypy i opinie o Marokańczykach

Jacy są Marokańczycy? Wygląda na to, że często pytacie o to wujka Google. Ba! Jest to hasło, po którym najczęściej trafiacie do mnie na bloga. A ja uparcie dotychczas takiego tekstu nie napisałam, choć od jakichś dwóch lat, miesiąc w miesiąc, statystyki mówiły, że wypadałoby napisać. Bo tego właśnie chcecie. Podejmuję zatem rękawicę, chociaż to niełatwe zadanie. A zanim zacznę odpowiadać na pytanie, jacy są Marokańczycy, muszę dodać trochę wyjaśnienia.

Jacy są Marokańczycy?

Różni. I tutaj w zasadzie mogłabym skończyć, gdybym chciała być fair wobec jednostki. Ale że to nie takiej odpowiedzi oczekujesz (jestem pewna, że nie takiej), pokuszę się o przytoczenie i skomentowanie stereotypów. Sięgnę do moich obserwacji i do historii innych kobiet w związkach z Marokańczykami, których miałam okazję usłyszeć dziesiątki w związku z tym, że prowadzę na Instagramie konto o Maroku. Coś podobnego zrobiłam tutaj, pisząc, jakie kobiety lubią Marokańczycy. 

Pamiętaj, że ten tekst to nie jest opis nacji. Ja nie jestem żadnym naukowcem-humanistą, żeby porywać się na charakterystykę narodu. To raczej takie przemyślenia z przymrużeniem oka. Miej dużo dystansu, czytając to. Przesiewaj przez własne doświadczenia i odczucia. Nie wychodź z założenia, że przedstawiony stereotyp, czy powtarzająca się historia to reguła i jedyna słuszna prawda. Trochę się uśmiechnij pod nosem. Nie bierz wszystkiego tak zupełnie serio. 

Pamiętaj, że są ludzie i ludzie. Że jedni są stereotypowi, a inni kompletnie nie. Że jedni podzielą się z tobą ostatnim bochenkiem chleba, a inni wyłudzą pieniądze. Bo, jak wszędzie, w Maroku ludzie są różni. Pod każdym względem. Spróbujmy jednak z tej różności wyłuskać, jacy są Marokańczycy. A w zasadzie, jacy mogą być.

marokańczycy w taghazout nad oceanem

Marokańczycy są gościnni i pomocni

Wcale się nie zdziwię, jeśli po wizycie, np. w Marrakeszu, uniesiesz wysoko brew na stwierdzenie, że Marokańczycy są gościnni i pomocni. Bo przecież tylko naciągają na kasę, wyłudzają, pod przykrywką pomocy żądają pieniędzy, nagabują… Smutna prawda jest taka, że im bardziej turystyczne miasto, tym więcej Marokańczyków zachowuje się, jakby chciało wyssać z przyjezdnych ostatni grosz. Sztucznie zawyżają ceny, żądają zapłaty za rzeczy, które płatne być nie powinny i sprawiają, że po prostu czujesz się źle, osaczona/y z każdej strony. ALE. Gdy zejdziesz choć trochę z utartego szlaku, zaczyna dziać się magia. 

Marokańczyk sprzedaje pomarańcze

W małych miejscowościach zaproszenie podróżnika do domu na kolację albo nocleg to nic zaskakującego. Albo na wesele, bo przecież nie ma limitu gości i krzesełek.

Trafiając do marokańskiego domu, będziesz zaopiekowana/y z każdej strony. Od razu zacznie się krzątanina w kuchni, będą cię karmić, aż pękniesz, posadzą w najlepszym pokoju, a do spania dostaniesz najbardziej komfortowe miejsce w domu. Marokańczykom zależy, żeby gość czuł się u nich dobrze. Gość nie musi się zapowiadać i nikt go nigdy nie zapyta, na ile zostaje. Gość to błogosławieństwo.

Wzajemna pomoc to też coś naturalnego w Maroku. Wydaje mi się, że marokańska codzienność jest na tyle szorstka, że ludzie po prostu wzajemnie ułatwiają sobie życie w miarę własnych możliwości.

A co z pomocą turystom?

Podczas podróży po Maroku przydarzyło mi się mnóstwo miłych rzeczy ze strony Marokańczyków, którzy np. prowadzili mnie na miejsce, którego szukałam, kobiety mnie komplementowały, taksówkarz wniósł walizki i zadzwonił do właściciela mieszkania, który nie mówił po angielsku, policjant wpuścił na zamkniętą plażę, właściciel oberży zawiózł na autobus w sąsiedniej miejscowości… Za darmo. Ale też płaciłam zawyżone ceny, nocowałam w miejscach, z których chciałam uciec, dozorca domagał się napiwku za fakt podania mi kluczy do mieszkania, byłam nagabywana, a lokalny „oprowadzacz” najpierw wręcz mnie zmusił, żeby za nim podążać, a potem domagał się chorej kwoty za usługę, której wcale nie chciałam.

Więc powiem tak. Jeśli od początku coś ci śmierdzi w zachowaniu danej osoby, trzymaj się od niej z daleka. Większość ludzi w Maroku to ci, którzy się do ciebie uśmiechną i wyciągną pomocną dłoń, jeśli dasz znać, że jej potrzebujesz.

Marokańczycy są głośni

Marokańczycy nie rozmawiają. Oni krzyczą. Przekrzykują siebie nawzajem podczas rozmów przy stole, są tak głośni, że uniemożliwiają rozmowę innym obok i na zmianę podgłaszają telewizor, i samych siebie. Będąc w Maroku pierwszy raz, miałam wrażenie, że wszyscy wokół mnie się kłócą. A to tylko taki sposób na pogawędkę. Koniecznie z gestykulacją. W Maroku gestykuluje się bardzo dużo, a konkretne gesty mają swoje znaczenie. Znajdziesz je u mnie w zapisanych stories.

Czy Marokańczycy mają po cztery żony?

Islam zakłada wielożeństwo mężczyzn i Marokańczyk może mieć w Maroku cztery żony. Jest to jednak szalenie niepopularne, a w młodszych pokoleniach zasadniczo się nie dzieje. Jeśli obawiasz się, że twój ewentualny przyszły mąż weźmie kolejny ślub, wiedz, że w Maroku od kilku lat potrzeba na to zgody sądu. Możesz też w kontrakcie ślubnym zapisać, że nie zgadzasz się na wielożeństwo. 

W Maroku bardzo popularny jest żart, który często pada w odpowiedzi na pytanie o wielożeństwo. „Ciężko jest wytrzymać z jedną żoną, a co dopiero z czterema”.  

Marokańczycy są zazdrośni

Stereotyp zazdrosnego Araba jest mocno zakorzeniony. Marokańczycy, co prawda, to nie tylko Arabowie, a w zasadzie mozaika berberyjsko-arabska z licznymi domieszkami, co nie zmienia faktu, że większość jest zazdrosna. 

Marokańczycy uwielbiają się gapić na kobiety, komentować ich wygląd, dawać punkty na skali (OKROPNE!). Ale na kobiety obce. ICH kobiety nie są od tego, żeby się na nie gapić. O swoich kobietach się też nie dyskutuje, nie komentuje i o nie nie pyta. 

Dlatego wielu zdecydowanie woli, kiedy młoda żona nie wychodzi sama albo nie chodzi w miejsca, w których jest mało kobiet. Marokańczycy nie lubią, żeby ich żony miały kolegów, szczególnie marokańskich kolegów. Zaryzykuję stwierdzenie, że Marokanki po ślubie po prostu nie spotykają się prywatnie z żadnymi mężczyznami spoza rodziny. Przed ślubem czy zaręczynami to inna sprawa. Mimo że oficjalnie w Maroku nie ma czegoś takiego jak „chodzenie ze sobą”, to jednak młodzi ludzie się ze sobą spotykają i spędzają razem czas. Myślę, że dla większości Marokanek rezygnacja z kontaktów z mężczyznami jest naturalna, gdy już ma się męża. Dla większości Europejek raczej nie jest.

Marokańska zazdrość może się różnie objawiać

Mój mąż na przykład się puszy jak paw, obejmuje ramieniem albo rzuca ostrzegawcze spojrzenia w kierunku tych, którzy się gapią za bardzo. Jego zazdrość jest skierowana w kierunku mężczyzn, którzy się mną nadmiernie interesują. I nie lubi, kiedy jestem sama w miejscach pełnych Arabów, np. w barach z sziszą w Kopenhadze. Ale słyszałam niestety o bardzo nieprzyjemnych rzeczach, jak np. wymuszanie na kobiecie, żeby jej spódnica dotykała ziemi, bo inaczej ktoś zobaczy jej nogi, kontrolne telefony wideo znienacka, aby sprawdzić, czy dziewczyna na pewno jest sama albo zakazywanie jakiegokolwiek wychodzenia z domu i relacji poza tym, co niezbędne, żeby dom funkcjonował.

Marokańczycy umieją w komplementy

Jeśli właśnie zadurzyłaś się w Marokańczyku, bo mówi ci takie piękne rzeczy, których nigdy dotąd nie słyszałaś, to wiedz, że nie jesteś sama. Marokańczycy, starając się o kobietę, poświęcają jej dużo uwagi i rozmawiają w taki sposób, że po prostu wpadasz po uszy. Jak oni to robią? Nie wiem. Być może to kwestia słońca i południowego temperamentu, tak zupełnie inna od tego, co znamy z Polski.

Marokańczyk stanie na głowie, żeby ci wszystko zapewnić… Albo będzie wymagać, żebyś go utrzymywała

kobieta i mężczyzna trzymają się za ręce

Poruszmy kwestie pieniędzy i pracy. Bardzo drażliwe kwestie. Zapewne znasz stereotyp leniwego Araba. Nie wziął się znikąd. Są panowie, którym naprawdę wydaje się, że oni do pracy nie są stworzeni. I zaczynają się wymówki. Że w Maroku tak ciężko o pracę, że wypłaty tragiczne, że wyzysk. To wszystko prawda. Widziałam na własne oczy. Sama raz mężowi powiedziałam, że jak ma za tyle pracować przez 10 godzin dziennie 6 dni w tygodniu, to ja wolę, żeby dalej zarabiał wedle starej metody „taniej kupię, drożej sprzedam”. Ile zarobi, tyle zarobi, ale chociaż nie będzie niewolnikiem.

Jest jednak różnica między robieniem czegoś na własną rękę albo aktywnym szukaniem godnej pracy (nawet dobrze wykształceni ludzie mają problem z pracą i płacą w Maroku) a leżeniem jajcami do góry i czekaniem, że ktoś przyjdzie i go zatrudni. Tych czekających jest sporo. Z drugiej strony są ci, którzy będą pracować gdziekolwiek i za cokolwiek, żeby wykarmić rodzinę albo dokładać się do domowych wydatków, jeśli jeszcze rodziny nie mają. Marokańczyk, który nie ma pracy albo który słabo zarabia, to jeszcze nie tragedia. Raczej bym powiedziała standard. Niestety, w Maroku jest biednie, a w ostatnich latach jeszcze biedniej. Źle robi się wtedy, kiedy facet nie robi nic, aby swoją sytuację zmienić i czeka, że go będziesz karmić i ubierać.

Marokańczycy kochają pozory

To jest rzecz, o której, myślę, mało się mówi. Ale Marokańczycy kochają pozory. Kochają pozować, tworzyć wizję doskonałości. Co mam na myśli? Wielu z nich robi rzeczy zakazane przez religię czy źle widziane przez społeczeństwo, ale przed rodziną i otoczeniem bliższym lub dalszym pozuje na świętych, nieskazitelnych.

marokańczyk idzie między straganami w Taghazout

Przykłady?

  • Wielu uprawia seks przed ślubem, ale za żonę chce dziewicę.
  • Chodzą do klubów, gdzie bawią się z kobietami, ale najlepiej w innym mieście albo chociaż w takim miejscu, gdzie nikt z rodziny nie zobaczy.
  • Ukrywają się przed rodzicami z paleniem sziszy, uprawianiem seksu, piciem alkoholu. Tak, mówię o dorosłych ludziach.
  • Przed żoną udają, że nie palą papierosów, mimo że na kilometr można się domyślić, że palą.
  • Mają specjalne miejsca, w których spotykają się na picie alkoholu. Takie parkingi poza miastem, na przykład. Zbierałam szczękę z podłogi, gdy to zobaczyłam.
  • Robią zakazane rzeczy (wszelakie), ale nie postują ich w social mediach. W myśl zasady „Jak grzeszyć, to w ukryciu”.

Podsumowując. W ukryciu, albo może raczej nie pod światłem latarni, Marokańczycy robią bardzo dużo rzeczy haram (zakazanych), ale przy tym pozują na nieskazitelnych.

Druga kategoria pozorów to ta finansowa. Szerszemu gronu Marokańczyk nie przyzna się, że nie ma pieniędzy. Wychodząc z domu, ubiera się tak, że nie zgadniesz. Może mieć jedne spodnie, ale te spodnie muszą wyglądać na drogie. Jak w domu są goście, to stół się ugina. Nieważne, że potem będzie chleb z chlebem i makaron z cukrem i cynamonem.

Marokańczycy plotkują, obserwują i komentują

Marokańczycy są paskudnymi plotkarzami. Nasz polski osiedlowy monitoring to nic w porównaniu z Marokańczykami. Brgag (mężczyzna) i brgaga (kobieta) to określenia na osoby, które rejestrują wszystko wokół nich, gapią się na ciebie bezceremonialnie i opowiadają potem historie na twój temat. Rozrywka Marokańczyków – tbrgig. Na czym polega? Słyszą głośny dźwięk na ulicy, biegną do okna zobaczyć, co się dzieje. Ktoś zasłabł na ulicy? Tłum stoi wokół i czeka nie wiadomo na co. Ktoś się pobił. Jeszcze większy tłum. Jak dobrze nie widzą, to sobie włażą na plecy, przepychają. Jak telewizja coś na grywa, stają w środku kadru i gapią się jak sroka w gnat. Jak coś niesiesz dużego do domu, wyglądają, zatrzymują się i analizują, co to może być. Jak jesteś blondynką mieszkającą na lokalnej dzielnicy, wiedzą kiedy przyjechałaś, kiedy wyjechałaś, ile razy, jak długo. I pytają, dlaczego on nadal mieszka w Maroku, skoro ma żonę z Europy.

Jest taka część społeczeństwa, która komentuje WSZYSTKO. Wszystko, co w jakikolwiek sposób wykracza poza ich normalność. Bardziej interesują się każdym najdrobniejszym szczegółem z życia innych, niż swoim własnym. W myśl biblijnego przysłowia – widzą drzazgę w oku bliźniego, ale belki w swoim nie. 

Marokańczycy szczelnie zasłaniają okna, bo ludzie bezceremonialnie potrafią się wpatrywać, co się dzieje w drugim mieszkaniu. O ważnych tematach rozmawiają ściszonym głosem, żeby sąsiadka się nie dowiedziała, bo na pewno słucha. I mają powiedzonko. Sąsiedzi wiedzą o wszystkim. Nawet o tym, co przyniosłeś do domu w czarnej torbie.

W Maroku cielesność i seksualność nie są normalne

To jest punkt, który mnie boli bardzo i który wywołuje we mnie wiele emocji. Dla Marokańczyków ciało jest w zasadzie wyłącznie seksualne. Ciała trzeba się wstydzić i seksu trzeba się wstydzić. Seks to coś, co zostaje w sypialni, między małżonkami. Ciało trzeba zakrywać, bo ciało odkryte jest zaproszeniem do seksu. Chory, nienaturalny pogląd, który w Maroku trzyma się bardzo silnie.

O okresie się nie mówi. Okres jest tabu, jakby fakt, że kobieta raz w miesiącu przez kilka dni krwawi i ma w związku z tym higieniczne potrzeby, źle się czuje, czy cokolwiek, był jakąś nowością i nie dotyczył połowy społeczeństwa. Słowa „podpaska” nie wypowiada się swobodnie. Gdy w telewizji leci reklama podpasek, scena pocałunku, cokolwiek nieco cielesnego (nie mówiąc już o scenie erotycznej), lwalida (mama) łapie pilot w rękę i natychmiast przełącza. Jest to dla mnie tragedia, żeby dzieci wychowywać w takim wstydzie wobec rzeczy, które są normalne i naturalne. 

Always…

Marokańczycy mają tendencję do nazywania grupy produktów od najpopularniejszej marki. Tak jak w Polsce mówimy „adidasy” na buty sportowe, tak w Maroku na podpaski mówi się „always”. Któregoś dnia podczas kolacji opowiadałam coś, powtarzając „always”. Zanim Nouamane przetłumaczył, jego nastoletnia siostrzenica cała się zaczerwieniła i nie wiedziała, gdzie oczy schować. Spojrzałam na nią i od razu zrozumiałam, że dla niej „always” znaczy „podpaski”. I się szalenie zawstydziła, bo myślała, że ja o podpaskach. O zgrozo!

Marokańczycy kochają dzieci

Marokańczycy uwielbiają dzieci. Maleńkimi się zachwycają. Spędzają z nimi czas z radością. Zaczepiają w kolejkach, podczas jazdy pociągiem, uśmiechają się do nich, biorą na ręce, kupują słodycze. Swoje, z rodziny, obce – nieważne. Dzieci to dzieci. Dzieci się kocha. 

Wśród mężczyzn panuje przekonanie, że dzieci to radość i dzieci to błogosławieństwo. Dzieci zasadniczo chce się mieć, bo życie bez dzieci uważane jest za niepełne.

Ja nie jestem fanką dzieci, które nie są moje. Mój mąż wręcz przeciwnie. Rozpływa się nad tym, jakie są słodkie i urocze. Serce mi się roztopiło, jak go widziałam z 5-miesięczną wtedy córką naszych przyjaciół. Samo dobro, sama miłość.

Marokańczycy spędzają bardzo dużo czasu poza domem, z kolegami

Marokańczycy w kawiarni
Znajdź kobietę na zdjęciu ;)

Te kawiarnie pełne mężczyzn w każdym wieku… No cóż, to prawda, że stereotypowy Marokańczyk w domu je i śpi, a resztę czasu spędza poza domem. Mój teść jest taki stereotypowy. Wychodzi po śniadaniu, wraca na kolację (o 23). Gdzie jest i co robi cały dzień? Nikt nie pyta. Tak jest i było. 

Kawka po pracy, herbatka wieczorem, mecz w kawiarni, piłka nożna, basen albo siłownia, włóczenie się po nocy… To bardzo normalne, że Marokańczyk jest prawie zawsze z kolegami.

Zapytasz pewnie, jak to zniosłam?

Nie musiałam. Gdy zaczęłam mieszkać razem z moim wtedy jeszcze niemężem, wybuchła pandemia i spotkań po prostu nie było. Gdy po 3 miesiącach w końcu dostaliśmy pozwolenie na wyjazd z Agadiru i mogliśmy wrócić do domu rodzinnego Nouamane’a, odbyło się jedno spotkanie w marokańskim stylu. Bodaj na drugi dzień po podróży bez słowa zaczął się ubierać. Gdybym nie zapytała, czy wychodzi, pewnie usłyszałabym nic. Postanowiłam to rozegrać po swojemu. Czyli wysadzić bombę atomową.

Koło północy wysłałam mu wiadomość, żeby poinformował mamę, że wychodzę i że on wie. Natychmiast dostałam błagalny telefon, żebym tego nie robiła, bo noc, on się o mnie boi, co ja mam zamiar robić, co ludzie powiedzą, mama go zabije… Po powrocie nastąpiła długa rozmowa o równości i wzajemnym szacunku. O respektowaniu siebie nawzajem i życiu jak partnerzy. Dotarło za pierwszym razem. Nadal była piłka, mecze w kawiarni, a czasem włóczęgi, ale w taki sposób, który dla mnie był zupełnie normalny. Nie uważam, że będąc w związku nie mamy prawa mieć czasu wyłącznie dla siebie. Własna przestrzeń jest ważna. Nie wyobrażam sobie natomiast widzieć męża tylko na posiłkach, które w dodatku miałabym mu stawiać pod nos.

Marokańczycy mają ogromny szacunek do matki

Matka ma specjalne miejsce w sercu Marokańczyków. Matkę się szanuje, liczy się z jej zdaniem, o matkę się dba, a często bywa, że się ją utrzymuje. Na pewno ma to związek z podejściem do matki w Islamie. Według hadisu, na pytanie: „Kto spośród wszystkich ludzi zasługuje na moje najlepsze traktowanie?” prorok Muhammad (pzn) odpowiedział: „Twoja matka, znowu twoja, i jeszcze raz twoja matka, a potem twój ojciec„. 

Liczy się dla nich rodzina

Marokańczycy żyją w gromadzie. Rodziny trzymają się ze sobą blisko, blisko siebie mieszkają, często też wielopokoleniowo. Członkowie rodziny, którzy nie są w stanie sami o siebie zadbać, jak np. niepracujące wdowy, czy starzy ludzie, trafiają pod dach tych, którzy są w stanie ich utrzymać. Rodziny nie zostawia się samej. Gdy trzeba, pożycza się lub daje pieniądze, co nie jest wśród najbliższych tematem tabu. Rodzinie się pomaga na każdy możliwy sposób.

Marokańczycy wiecznie się spóźniają

Dla Marokańczyków czas nie istnieje. Zegarek nie istnieje. Umówiona godzina nie istnieje. Wychodzenie z domu zajmuje wieki. Każdemu, niezależnie od płci. Plany przekłada się o tygodnie i miesiące. Na „po upałach”, „po Ramadanie”, „po aid”… I tak wkoło. Zawsze jest jakiś powód, żeby nie zacząć. 

Nie oczekuj, że Marokańczyk będzie punktualny. Im mniej oczekiwań w tym aspekcie, tym więcej spokoju i radości z życia. Cały tekst o marokańskim spóźnianiu znajdziesz tutaj.

Poznałam Marokańczyka na Instagramie…

kobieta w sukience z telefonem

Ty też? Marokańczycy poszukujący na Instagramie kobiety z Europy to bardzo powszechne zjawisko. Bardzo. Niepoliczalnie bardzo. Nie ma żadnej innej arabskiej nacji, która w takiej ilości zalewa kobiety wiadomościami prywatnymi na Instagramie (obserwacja własna + komentarze koleżanek. Nie mam na to dowodów z badań). Czy to źle? To zależy, jakie kto ma intencje. Jeśli powiem, że im gorzej w Maroku się żyje, tym więcej młodych mężczyzn desperacko pragnie wyjechać. Wszelkimi sposobami i za wszelką cenę. No to wydaje się, że bardzo źle.

Czy zawsze chodzi tylko o możliwość wyjazdu do Europy i poprawy sobie (i rodzinie) warunków życia? Nie. Czy dla Marokańczyków jesteśmy bardziej atrakcyjne niż Marokanki? Często przez jasną skórę i włosy zdecydowanie tak. Czy Marokańczycy chcą brać ślub z miłości, a nie bo trzeba szybko z dziewczyną, z którą fajnie się pije kawę, ale w sumie za wiele się o niej nie wie? Tak. Czy chcą życia innego, niż na siłę dopasowane do marokańskich norm społecznych? No właśnie…

ALE

Nie zapominaj o tym, że obecnie w Maroku sytuacja bytowa jest tak katastrofalna, że reprezentanci drużyny narodowej w różnych sportach nie wracają z zawodów w Europie do Maroka. Pamiętaj o tym, że chłopak, z którym rozmawiasz, może mieć na miejscu inną dziewczynę, z którą spędza czas. I może jednocześnie rozmawiać z wieloma kobietami. Pamiętaj, że im bardziej facet naciska, żebyś mu załatwiła pracę albo wizę turystyczną na zaproszenie (nierealne obecnie do Polski), tym mniej prawdopodobne, że on chce właśnie ciebie. Zapytaj go, czy skończył średnią szkołę. Czy nie przerwał nauki, mając 15 lat. Albo 12. To nie świadczy o człowieku, ale im mniej facet ma podstawowego wykształcenia, tym trudniej mu o pracę i tym trudniej mu będzie odnaleźć się w Europie. Upewnij się, że macie wspólny język. Dosłownie. Unikaj jak ognia rozmów przez translator. To nie wróży dobrze związkowi. I ufaj intuicji. Po prostu.

Ja mam męża z Instagrama

polka i marokańczyk pod koutubia w marrakeszu

Skąd wiedziałam, że chodzi mu o mnie, a nie o przepustkę do Europy? To nie był jedyny Marokańczyk, z którym rozmawiałam. Rozmowy z nimi były różne. Czasem bardzo płytkie, czasem sprowadzające się wyłącznie do erotycznych oczekiwań, czasem nie szło zrozumieć, o co mężczyźnie chodzi, bo jego angielski był tak zły. (Mój nie był wtedy rewelacyjny, żeby nie było. Do pełnej swobody w mówieniu potrzebowałam dobrych kilku miesięcy codziennego używania angielskiego). Rozmowy z moim wtedy niemężem były inne. Nie zaczęło się od „Hi beautiful”. Mieliśmy masę tematów, uczyliśmy się od siebie nawzajem, dostałam od niego mnóstwo wsparcia, kiedy w moim życiu było bardzo źle. Ale najważniejsze, mieliśmy czas się poznać. Zanim wzięliśmy ślub, znaliśmy się 2 lata, a mieszkaliśmy ze sobą pod jednym dachem przez 8 miesięcy. I to był czas, żeby zobaczyć, jacy jesteśmy dla siebie i czy jesteśmy w stanie zbudować dobrą relację.

No to jacy są w końcu ci Marokańczycy? A któż to wie! Są i troskliwi, i egoistyczni. I otwarci na nowe, i przekonani o wyższości patriarchalnych standardów. I partnerscy, i dominujący. I zazdrośni, i wcale nie. I uczciwi, i bez skrupułów. Różni, bo wszędzie ludzie są różni. 

Jeśli podoba ci się to, co robię i lubisz moje teksty, możesz postawić mi wirtualną kawę. Dzięki temu wspierasz moje działania na blogu i dajesz możliwość pisać więcej. Dziękuję!

wirtualna kawa

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top
error: Nie kopiuj mojej pracy, dziękuję.